Obudziłam się w dziwnym pomieszczeniu.......Wywnioskowałam ze to jakaś ciemna piwnica lub poddasze...napewno coś starego. Nie wiedzialam o co chodzi. Zobaczylam ślady na moich rękach.....wyglądały potwornie a nawet nie wiem od czego. Obejrzałam się poznawając teren..... Dojrzałam niewielkie okienko. Szybko wyrwałam się ledwo stojąc na nogach....Patrze....Nie wierze....Czy czy .......czy ja naprawde jestem tutaj?! W oknie zobaczyłam coś wyglądającego jak afrykańska pustynia. A po nich chodzacych zbierających chudych ludzi...Mieli ciemny kolor skóry...... Gdzie ja kur*a jestem?! No kur*wa gdzie?!
Po chwili usłyszałam kroki...szybko rzuciłam się na ziemie wykrzykując : au!. Słyszałam dźwięk otwierajacych się drzwi..... Przyszła dziwna,ciemnoskóra kobieta mówiąc do mnie:
- Wstawaj i chodz ze mną na góre!
- Eeeee gdzie jestem? i po co? - zapytałam
- Nie pytaj, nie gadaj tylko chodz! Wszystkiego dowiesz sie w swoim czasie - odpowiedziała podniesionym tonem kobiecina.
Wstałam wchodząc po schodach.......Przeszłam przez drzwi i zobaczyłam niewielki korytarz a wśród niego drzwi do róznych pokoi. Kobieta kazała mi wejsc do pokoju....weszłam siadając na kanapie.
- Teraz jestes dla nas tutaj - powiedziała do mnie
- Co??!!!!!!!!????????!!!!!!?!- zapytałam z przerażeniem
- To. Jutro jedziesz do Monaco do swoich panów. Tymczasem wysprzataj dom i ugotuj coś dla moich dzieci inaczej nie chcesz wiedziec - rozkazała mi
Poszłam nieznając domu szukając kuchni. Znalazłam. Była w okropnym stanie.....Talerze z obdarte....Sciany z cegły.......masakra..
niedziela, 2 czerwca 2013
poniedziałek, 20 maja 2013
Rozdział VI
Postanowiłam biegnąć. Znajdowałam się 10 minut od kapliczki. Nagle usłyszałam pisk opon. Obejrzałam się za siebie. Widziałam duże, czarne terenowe auto. Podjechało do mnie. Nagle ktoś powiedział:
- Wsiadaj!
Zignorowałam to.
- No wsiadaj! Na co czekasz?!- wykrzyknął dziwny facet wyglądający z szyby samochodu.
- Że ja? - zapytałam
- No a kto do cholery?! Na co czekasz głupia!
- Kim jestes i czego chcesz?!
Nagle z samochodu wysiedli dwaj umięśnieni mężczyźni. Wzięli mnie za barki i wciągneli do auta.
- Gdzie jedziemy ?! Co sie dzieje?! - zaczełam wrzeszczeć
- Zamknij się lepiej - powiedział jeden dziwny człowiek.
W tej chwili zamurowało mnie. Wyciągnął broń grożąc mi.
Postanowiłam nie robić zadnych nieświadomych ruchów. Nie ruszając sie siedziałam gapiąc sie w okno.
Podsłucham rozmowy. Było coś o jakiejś kamiennej piwnicy. Nie rozumiałam z tego nic. Mówiono również o jakiejś Arabi. Nadal nic nie zrozumiałam....
12 godzin później.....
Jestem wykończona, nie jadłam, nie piłam od dwunastu godzin. Mam pragnienie.
- Mogłabym coś zjeść, napić się chociaż? Prosze nie wytrzymam dalej - zapytałam grzecznie.
Kierowca powiedzial:
- Czarny daj jej wodę i kawałek chleba.
Zorientowałam się ze dziwny facet siedzący koło mnie zwie sie ,,Czarny''. Wzięłam od niego małą butelkę z wodą i kawałek zmarniałego chleba. W końcu........Myślałam ze tu umrę...
Znowu podsłucham ich rozmowy coś o jakim Cercis. Jeden mowil coś ze znajdujemy się w Arabi Saudyjskiej... Nie wierzyłam.....Nie wierze...Gdzie oni mnie wywieźli?! Co z Alexis i resztą?! Po chwili z okna ujrzałam ogromny napis ,,Cercis''. Ah tak! Pamiętam! Cercis........jedne z najgorszych miejsc w Arabi...wywożą tak kobiety......aby pracowały za darmo....żebrały na ulicach. Ja pier........le. Nie wierze nie chce żyć... Co ja ze sobą zrobiłam......Co się ze mną stało?!
- Wsiadaj!
Zignorowałam to.
- No wsiadaj! Na co czekasz?!- wykrzyknął dziwny facet wyglądający z szyby samochodu.
- Że ja? - zapytałam
- No a kto do cholery?! Na co czekasz głupia!
- Kim jestes i czego chcesz?!
Nagle z samochodu wysiedli dwaj umięśnieni mężczyźni. Wzięli mnie za barki i wciągneli do auta.
- Gdzie jedziemy ?! Co sie dzieje?! - zaczełam wrzeszczeć
- Zamknij się lepiej - powiedział jeden dziwny człowiek.
W tej chwili zamurowało mnie. Wyciągnął broń grożąc mi.
Postanowiłam nie robić zadnych nieświadomych ruchów. Nie ruszając sie siedziałam gapiąc sie w okno.
Podsłucham rozmowy. Było coś o jakiejś kamiennej piwnicy. Nie rozumiałam z tego nic. Mówiono również o jakiejś Arabi. Nadal nic nie zrozumiałam....
12 godzin później.....
Jestem wykończona, nie jadłam, nie piłam od dwunastu godzin. Mam pragnienie.
- Mogłabym coś zjeść, napić się chociaż? Prosze nie wytrzymam dalej - zapytałam grzecznie.
Kierowca powiedzial:
- Czarny daj jej wodę i kawałek chleba.
Zorientowałam się ze dziwny facet siedzący koło mnie zwie sie ,,Czarny''. Wzięłam od niego małą butelkę z wodą i kawałek zmarniałego chleba. W końcu........Myślałam ze tu umrę...
Znowu podsłucham ich rozmowy coś o jakim Cercis. Jeden mowil coś ze znajdujemy się w Arabi Saudyjskiej... Nie wierzyłam.....Nie wierze...Gdzie oni mnie wywieźli?! Co z Alexis i resztą?! Po chwili z okna ujrzałam ogromny napis ,,Cercis''. Ah tak! Pamiętam! Cercis........jedne z najgorszych miejsc w Arabi...wywożą tak kobiety......aby pracowały za darmo....żebrały na ulicach. Ja pier........le. Nie wierze nie chce żyć... Co ja ze sobą zrobiłam......Co się ze mną stało?!
Rozdział V
Gdy dotarłam na cmentarz, wydawał mi się tak duży jak nigdy dotąd. Nie umiałam znaleźć grobu mojej siostry.....nagle wybuchłam płaczem. Nie umiałam znaleźć grobu mojej siostry!!! Kiedyś z łatwością do niego szłam, moje nogi same mnie proawdzily....a teraz?! Kur........a. W tej chwili uświadomiłam sobie co zrobiłam zostawając w tym....w tym....w tym! Nawet nie umiem tego nazwać! Czy ja sie stoczyłam? Spojrzałam na zegarek pytając sama siebie. Zostało mi jeszcze 15 minut aby zdążyć wrócić do fortów. Musialam podjąć najważniejszą decyzje......Wrócić tam? czy uciec? Ale co z Alex. Co z nią..... Nie mam serca zostawiać jej tam chociaż wiem ze jest ono całkiem wyżarte. Ale co po ucieczce? Gdzie bede miała iść? Do domu napewno nie wróce o ile jeszcze tam się znajduje. Nagle spostrzegłam kawałek lustra leżącego obok drzewa. Wzięłam je i spojrzałam. W jednej chwili z zadbanej czystej dziewczyny zrobiło się paskudctwo. Nie moge na siebie patrzeć. Jak ja wyglądam....Nie chcecie tego widzieć..... Duży zegar koło kaplicy wybił 35 po. Zapatrzona w zegar uświadomiłam sobie ze za 10 minut przyjdą na forty. Rzuciłam się biegnąc tam. Po kilku minutach biegu zostały mi tylko 5 minut. Zatrzymałam się. Byly dwie uliczki. Jedna prowadząca do miasta a druga do fortów. W tej chwili łzy napłyneły mi do oczu. Wybrać mam wolność czy kolejne kilkanaście tygodni w tym chlewie? Wybrałam forty....... Nie zostawiłabym Alex. Gdy byłam prawie przy opuszczonej ,,naszej'' miejscówce zauważyłam Natasze, Alexandra i Oliwiera. Byłam przerażona, nie mogli mnie zauważyć. Rzuciłam się na krzaki szybko przedzierając sie przez drzewa,kamienie wszytko co tam było. Ciągle ich obserwowałam. W końcu dotarłam szybko rzuciłam się na swoje miejsce koło Alexis.
- Teraz cicho, teraz sie zamknij nie moga nic podejrzewać. - wyszeptała Alexis.
- Spokojnie spokojnie - odpowiedzialam
Dotarli wyciągacjąc z kieszeni kolejne dawki heroiny, amfetaminy i innych ziół. Rzucili mi 3 małe paczuszki proszku i jedną strzykawke. Nie miałam wyboru.....gdy nie patrzyli wzięłam mniejszą dawke a pozostałość wsypałam to innej paczki.
- Co robiłyście przez ten czas gdy nas nie było? - zapytal Oliwier.
- Emmmmmmmm - nie wiedzialam jak mam skłamać.
- Byłam w głebi opuszczonych ruin a Lili siedziala a właściwie śpiąc. Dopiero ją obudziłam. - wyrwała się Alexis.
W myślach modliłam sie zeby nie odkryli nas. Nie zobaczyli kłamstw w naszych oczach. Po chwili oczy same zaczely mi się zamykać nie wiedzialam co sie ze mną dzieje...
1 tydzień później..............
- Teraz Twoja kolej Lili, teraz ty idziesz po towar- rzeknął Aleksander.
Popatrzałam na niego, nie chciałam iść, nawet nie widzialam jak, co i gdzie.
- No dooooobrzee - odpowiedziałam wzdychając.
- Coś Ci nie pasuje?! - wykrzykneła Natasza
- Nie, nie serio. - odpowiedzialam
- No ja mam nadzieje bo inaczej, wypieprzaj z tąd póki masz czas. - powiedziala podniesionym głosem Natasza.
Jej najbardziej nienawidziłam.......
- Pójdziesz kolo kapliczki, aż za tam bedzie czekał Martyn. Poznasz go po czarnej skórze - poinfromował mnie Oliwier.
Wstałam, zaczełam otrzepywać się z liści.
- No to ide - oznajmiłam
- Tylko masz od razu wrócić, zeby ci nic nie przyszło do głowy, dobrze radze - zagroził Aleksander
- No spokojnie wróce od razu.
Zaczełam szybko iść w kierunku cmentarza a potem kapliczki.....
- Teraz cicho, teraz sie zamknij nie moga nic podejrzewać. - wyszeptała Alexis.
- Spokojnie spokojnie - odpowiedzialam
Dotarli wyciągacjąc z kieszeni kolejne dawki heroiny, amfetaminy i innych ziół. Rzucili mi 3 małe paczuszki proszku i jedną strzykawke. Nie miałam wyboru.....gdy nie patrzyli wzięłam mniejszą dawke a pozostałość wsypałam to innej paczki.
- Co robiłyście przez ten czas gdy nas nie było? - zapytal Oliwier.
- Emmmmmmmm - nie wiedzialam jak mam skłamać.
- Byłam w głebi opuszczonych ruin a Lili siedziala a właściwie śpiąc. Dopiero ją obudziłam. - wyrwała się Alexis.
W myślach modliłam sie zeby nie odkryli nas. Nie zobaczyli kłamstw w naszych oczach. Po chwili oczy same zaczely mi się zamykać nie wiedzialam co sie ze mną dzieje...
1 tydzień później..............
- Teraz Twoja kolej Lili, teraz ty idziesz po towar- rzeknął Aleksander.
Popatrzałam na niego, nie chciałam iść, nawet nie widzialam jak, co i gdzie.
- No dooooobrzee - odpowiedziałam wzdychając.
- Coś Ci nie pasuje?! - wykrzykneła Natasza
- Nie, nie serio. - odpowiedzialam
- No ja mam nadzieje bo inaczej, wypieprzaj z tąd póki masz czas. - powiedziala podniesionym głosem Natasza.
Jej najbardziej nienawidziłam.......
- Pójdziesz kolo kapliczki, aż za tam bedzie czekał Martyn. Poznasz go po czarnej skórze - poinfromował mnie Oliwier.
Wstałam, zaczełam otrzepywać się z liści.
- No to ide - oznajmiłam
- Tylko masz od razu wrócić, zeby ci nic nie przyszło do głowy, dobrze radze - zagroził Aleksander
- No spokojnie wróce od razu.
Zaczełam szybko iść w kierunku cmentarza a potem kapliczki.....
piątek, 10 maja 2013
Rozdział IV
Obudziłam się rano. Bolała mnie głowa... Wszyscy spali....Jednak zauważyłam Alexis kręcącą się po fortach. Ledwo wstałam. Nic mi sie nie chciało. Jakbym była po 4 dniach niespania. Powoli szłam do Alexis. Widziałam jak patrzy na drzewa, na uliczke w dali. Podeszłam do niej powiedziałam:
- Cześć nie śpisz?
- Nie - odpowiedziała.
- Jest 6 rano. - poinformowałam ją.
- Mam pytanie.....
- Słucham - nie wiedziałam o co jej chodzi była jakaś inna.
- Czemu zostałaś tutaj? - zapytała mnie.
Zaskoczyło mnie to bardzo. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Nie wiem. Nie mam do czego wracać.
- Jak to nie masz.? - zapytała
- Ojciec alkoholik nie ma kontaktu ze mną. Matka stoczyła się......alkoholiczka.....nie mogłam znieść tego. Stale chodziłam glodna.....
- To jest nic?! To jest dla Ciebie nic?! No pytam się?! I ty nie masz do czego wracać? - powiedziała wkurzonym głosem.
- Tak! Nie mam do czego wracać. - odpowiedziałam
- Jezu to naprawde chyba tu nie pasujesz.
- Mylisz się co do mnie. A wy to co?! Uciekinierzy z domu. Macie tak samo!
- Jaka ty jesteś głupia! Myślisz że co?! Że każdy z nas tutaj przyszedł ,,bo chciał''?! Chciał sobie pobrać narkotyki ?! Zapalić trawke?! Każdy z nas nie wybrał sobie tu życia! Nikt nie chciał tutaj zostać! Nikt! Nie wybraliśmy tego! My po prostu stoczyliśmy się tu..... Życie nas tak poniosło! Ty chyba nie doceniasz to co masz. My! My nie mieliśmy wyboru! Po prostu musieliśmy!
- Jeju. - odpowiedziałam wsłuchująć się w nią.
- Narkotyki,alkohol! tego również nie wybralśmy.! Myślisze ze chcemy tu siedzieć! W brudzie, jesteśmy niczym! NICZYM! ROZUMIESZ ?! - wykrzykneła
- Nie wierze w to.
- Taka prawda! Siedzimy tu już ponad rok! Byłam w ciąży, zostałam zgwałcona wracając ulicą z monopolowego.
- Kur............. co z dzieckiem?!
- Heroina robi wszytko. Nie ma go. Oliwier , Aleksander i Natasza zabili by mnie dowiedząc sie, tutaj taka sytuacja nie moze sie zdarzyć!
- Boże.- nie wierzyłam w to stałam jak zamurowana.
- Boże?! Tylko to masz do powiedzenia?!
- Naprawde Alexis, żle mnie oceniasz! Nie jestem taka jak sądzisz. Od początku widziałam w Tobie coś dobrego. Nie widziałam tylko ,, narkomanki ''.
- Ehhhh - wzdechnęła.
- Oni wszyscy........ po prostu nie rozumieją............ są tu o wiele dłużej niż ja.....w pewnym sensie rozumiem Cie ..... też byłam nowa ale nie miałam nikogo z kim mogłabym tak porozmawiać. Po prostu musiałam to wszysko robić....co oni. Nie raz zostałam pobita przez Aleksandra. Nieraz chciałam się zabić.......gdzieś w sercu mam nadzieję ze z tego wyjdę.....ale raczej już nie ma szans.
- Ja raz wyszłam, wszytko jest możliwe. - powiedziałam niedowierzeając
- O kur............! Obudzili się musimy wracać! Jak nie zastaną nas tam! Może się to źle skończyć!
Szybko pobiegłyśmy na stare schody siedząć tam. Kiedy obudzili się nadeszła kolejna dawka prochów. Po rozmowie z Alexis byłam oszołomiona.
godzinę później.....................
Czuję sie okropnie, jezu . umieram......
4 godziny później.........
Obudziłam się...... Nie wiem co sie ze mną stało, nie pamiętam nic po rozmowie z Alexis. Gdy rozejrzałam się kilka metrów dalej siedziała Alexis. Zapytałam:
- Gdzie reszta?
- Poszli po kolejny towar bedą za około godzine.... - odpowiedziała
Teraz przypomniałam sobie widząc cmentarze o mojej zmarłej.....ehh..zmarłej siostrze...
Postanowiłam powiedzieć Alexis. Ona zaragowała:
- Współczuje Ci..........Czuje to samo... Moje rodzeństwo nie żyje........
- Tak bardzo chcialabym iść na jej cmentarz.....Tak dawno nie opowiadałam jej nic.... - powiedziałam z tęsknotom.
- No to leć szybko! Masz czas dopóki oni nie wrócą. Nie pozwolą nigdzie iść.....Ja tak samo jestem tu uwięziona...
- Nie jestem pewna.
- Idź leć! tylko wróć za 45 minut przed nimi. Masz tu 20 zł na taxi. Może Ci starczy. Eh........
Pobiegłam szybko otłumiona zaczełam biec w kierunku cmentarza. Boję sie że nie zdąże. Cholernie się boje! Jestem też ciekawa co z matką........Nie moge o tym myśleć. Pogorszyło by mnie to całkiem. WYŁĄCZNIE EMOCJI, TO JEST TO....
III Rozdział
Doszłam do nich.....Jeden krzyknął:
- Nowa przyszła! hahahahahahahahahahaha!
Nagle wszyscy zaczęli się śmiać. Nie wiedziałam co mam zrobić. Jedna strona mojej duszy podpowiadała mi ,, idź dalej nie bój sie, tyle przeszłaś'' ale druga ,,uciekaj z tąd, co ty robisz dziewczyno, odwróc sie i biegnij!'. W mojej głowie totalne nic. Co mam zrobić? Podjęłam szybko decyzje patrząc się jak wbijają sobie igłe w żyły. Poszłam i usiadłam na murek trochę dalej. Pewne dziewczyna w jednym momencie:
- Ej ty! Jak masz na imie?
- Lili - odpowiedziałam.
- Tylko nie mów ze TY hahahahah ze TY zotaniesz tu z nami na dłużej?! hahahahahahahahahahah.
Wszyscy zaczęli sie ponownie śmiać.
- Nie wiem.
- Ja jestem Alexis a to Natasza, Aleksander i Oliwier. - przedstawiła wszytkich.
Szczerze mówiąc Alexis wydawała sie z nich najpożonniejsza. Kur...........de. O czym ja mówie. Nie wierze.
- Ty Li! Chcesz spróbować? -zapytał Oliwier
Popatrzałam się na niego a on wyciągnął z pod husteczek parę foli z róznymi środkami w nich.
- Co to? - zapytałam
- hahahahahaha naprawde nie wiesz?! Widać niedoświadczona. Ehh.... Tu masz kokaine, heroine i amfetamine. Bierz co chcesz.
- Emmmmmmmmmmmmm........... - odrzekłam zastanawiając się co takiego naprawde robie.
- Chyba że wolisz dożylnie - zaproponował Oliwier.
- Hmmm nie wolę 1 opcje.- odpowiedziałam biorąc od niego wszytkie trzy woreczki i kawałek kartki.
Złożyłam kartke w mały rulonik nasypałam białego proszku, nie patrząc co biore. Wciągnęłam nosem.
- O jezuuuuuuu. - powiedziałam czując nawet nie wiem jak to opisać.
- Hahaha tak jest być nową, przyzwyczaisz się, usiądź se gdzieś - powiedziała do mnie Alexis.
Usiadłam koło niej. Nie wiedziałam co mam robić. Oparta o drzewo siedziałam słuchając ich rozmów.
Nadszedł wieczór, całkiem zapomniałam o rzeczywistości wyjęłam telefon z kieszeni słysząc odgłosy skierowane do mojej osoby.
- Halo! Co ty robisz?! - powiedziała Natasza
- Wiedziałem! - krzyknął Aleksander
- Tutaj nikt nie ma komórki, żadnego sprzętu- powiedziała mi po cichu Alexis.
- Albo wyrzucasz komórke, niszczysz albo idziesz przecz - rzuci słowa Oliwier
Nie wiedziałam co zrobić, co wybrać. Po pierwszej dawce czuje sie o wiele lepiej, Rzuciłam telefonem o drzewo. Roztrzaskął sie.
- Pora na kolejną - rzeknął Aleksander
- Ehhh dawaj - odpowiedziałam.
Tym razem dał mi strzykawke. Natasza i Alexis też. Tylko Aleksander i Oliwier brali z woreczka.
Będzie bolało. Jednym ruchem wbiłam strzykawke wciskająć here do żyły. ufffffffff
- Nowa przyszła! hahahahahahahahahahaha!
Nagle wszyscy zaczęli się śmiać. Nie wiedziałam co mam zrobić. Jedna strona mojej duszy podpowiadała mi ,, idź dalej nie bój sie, tyle przeszłaś'' ale druga ,,uciekaj z tąd, co ty robisz dziewczyno, odwróc sie i biegnij!'. W mojej głowie totalne nic. Co mam zrobić? Podjęłam szybko decyzje patrząc się jak wbijają sobie igłe w żyły. Poszłam i usiadłam na murek trochę dalej. Pewne dziewczyna w jednym momencie:
- Ej ty! Jak masz na imie?
- Lili - odpowiedziałam.
- Tylko nie mów ze TY hahahahah ze TY zotaniesz tu z nami na dłużej?! hahahahahahahahahahah.
Wszyscy zaczęli sie ponownie śmiać.
- Nie wiem.
- Ja jestem Alexis a to Natasza, Aleksander i Oliwier. - przedstawiła wszytkich.
Szczerze mówiąc Alexis wydawała sie z nich najpożonniejsza. Kur...........de. O czym ja mówie. Nie wierze.
- Ty Li! Chcesz spróbować? -zapytał Oliwier
Popatrzałam się na niego a on wyciągnął z pod husteczek parę foli z róznymi środkami w nich.
- Co to? - zapytałam
- hahahahahaha naprawde nie wiesz?! Widać niedoświadczona. Ehh.... Tu masz kokaine, heroine i amfetamine. Bierz co chcesz.
- Emmmmmmmmmmmmm........... - odrzekłam zastanawiając się co takiego naprawde robie.
- Chyba że wolisz dożylnie - zaproponował Oliwier.
- Hmmm nie wolę 1 opcje.- odpowiedziałam biorąc od niego wszytkie trzy woreczki i kawałek kartki.
Złożyłam kartke w mały rulonik nasypałam białego proszku, nie patrząc co biore. Wciągnęłam nosem.
- O jezuuuuuuu. - powiedziałam czując nawet nie wiem jak to opisać.
- Hahaha tak jest być nową, przyzwyczaisz się, usiądź se gdzieś - powiedziała do mnie Alexis.
Usiadłam koło niej. Nie wiedziałam co mam robić. Oparta o drzewo siedziałam słuchając ich rozmów.
Nadszedł wieczór, całkiem zapomniałam o rzeczywistości wyjęłam telefon z kieszeni słysząc odgłosy skierowane do mojej osoby.
- Halo! Co ty robisz?! - powiedziała Natasza
- Wiedziałem! - krzyknął Aleksander
- Tutaj nikt nie ma komórki, żadnego sprzętu- powiedziała mi po cichu Alexis.
- Albo wyrzucasz komórke, niszczysz albo idziesz przecz - rzuci słowa Oliwier
Nie wiedziałam co zrobić, co wybrać. Po pierwszej dawce czuje sie o wiele lepiej, Rzuciłam telefonem o drzewo. Roztrzaskął sie.
- Pora na kolejną - rzeknął Aleksander
- Ehhh dawaj - odpowiedziałam.
Tym razem dał mi strzykawke. Natasza i Alexis też. Tylko Aleksander i Oliwier brali z woreczka.
Będzie bolało. Jednym ruchem wbiłam strzykawke wciskająć here do żyły. ufffffffff
II rozdział
2 miesiące później......
Lili: W okresie dwóch miesiecy dużo rzeczy sie działo, koleny pobyt w szpitalu. Jest godzina 6 rano. Dzisiaj sobota. W końcu wolne. Jednak z Alison w ostatnim czasie dzieje sie coś bardzo złego. Nie odbiera telefonów, smsów, w szkole byla ostatnio jakoś 5 dni temu. Dlatego ogarne się i ide zobaczyć tzn.jade gdyż alis mieszka 9 km od mojego domu. Poszłam więc do łazienki. W domu cisza....Matka w końcu znalazła prace....marną....ale chociaż. Praca sprzątaczki nie daje radości.........Może w końcu zaczniemy żyć normalnie......Umalowałam troche lekki makijaz niż zawsze....cieńkie kreski i tusz zupełnie mi wystarczał. Myśle ze wcześniej swoim makijażem odzwierciedlałam moje życie. Teraz jestem na etapie zmieniania mojego życia. Tak więc wyszłam zeby pojechać do Als ( Alison-tak ja tez nazywam ). W autobusie zadzwonił do mnie telefon........Koleżanka mamy..........Nagle łzy napłyneły mi do oczu.....Ta wiadomość.......Mame wywalono z pracy, teraz siedzi nachlana w barze......Mam po nią przyjść. Myślałam ze to koniec ale jednak sie myliłam. Powiedziałam koleżance mamy ze nie mogę po nią przyjść gdyż jestem w drodze do Vinstry. Poprosiłam ją o przyprowadzenie mamy do domu. Po 5 minutach proszenia w końcu się zgodziła. Byłam bardzo rozczarowana mamą. Stoczyła się...........na sam próg. Gdy szłam do Alis nic takiego sie nie wydarzyło oprócz siedziących na opuszczonych fortach, nastoletnik narkomanów. Wrzeszczeli coś do mnie, nie zwracałam na to uwagi. W końcu doszłam do Alison. Zadzwoniłam dzwonkiem, otworzył dziwny chłopak. Zapytałam:
- Jest alison?
On na to:
- Jest zajęta. Nie ma czasu.
- A co takiego robi?! - zapytałam z oburzeniem
- Nie ważne nie musisz wiedzieć.
Wydawało mi się to bardzo podejrzane, zawsze miała dla mnie czas. Postanowiłam przedrzeć się przez chłopaka jednak ten był silniejszy:
- Mała, nie rzucaj sie! dobrze ci radze! - zagrodził
- Daj mi Als albo spadam tam sie wedre!!!! - wykrzyknęłam
- Ty sobie nie pozwalaj gówniaro, ile ty masz lat?!
- Wystarczająco dużo, więc teraz odsuń swój wielmożny, gruby tyłek i odsuń sie!
Zaczełam rzucać się w konću przedarłam sie przez przedpokój, biegałam. Gdy obróciłam się zobaczyłam gdy on za mną biegnie. Co sił w duszy biegłam, wrzeszcząc:
- Alison!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Alisooon!!!!!!!!
Jednak z pokoju na końcu domu usłyszałam dziwne wrzaski. Natychmiast tam pobiegłam. Co zastałam?
Zastałam Marcela dobierającego się do Als. Krzyknęłam z przerażeniem, wyszarpywając Marcela od Als :
- Zostaw ją!!!!!!! Co ty robisz! Dupek!! Jak mogłam z Tobą być!
- Suka, dziwka!!!!!! - krzyknął on.
- Odpieprz się od niej!!!
W tym momencie doszło do rękoczynów. Rzuciłam się na niego. Jednak ,,dziwny chłopak sprzed wejścia'' wziął mnie za koszulke podniósł do góry i zaczał szarpać. Krzyczałam,wrzeszczałam i nic...
Wzięłam do ręki chyba był to wazon nie patrzałam co to było i uderzyłam go szklanym czymś w głowe.
Ten upadł na ziemie. Wykorzystałam okazje wyszarpnełam Alison i zaczełam błyskawicznie biec do wyjśćia. Gdy przekroczyłam próg drzwi. Zdyszana biegłam dalej. Zatrzymałyśmy się. Alison nagle:
- Po co mnie z tamtąd brałaś? Sama bym sobie poradziła, nie trzeba było....
- Co ty mówisz?! Co ci jest ?! - zapytałam z poruszeniem.
- Nic.... co ma być mówie jak jest.
- Co się z Tobą dzieje?! Przez ostatnie dni nie chodzisz do szkoły, nie odbierasz komórki, smsów! Co z Tobą?! - zaczełam krzyczeć na nią ze złością....Tak sie zachowuje przyjaciółka?!......Bliska?!
- Ze mną? Ze mną nic po prostu dość mam życia przejmująć sie Twoimi problemami! Pomyślałaś o mnie?! Jesteś zadufaną w sobie osobą, egoistką! Licza sie tylko Twoje problemy! Czy chcociaż raz zapytałaś co u mnie?! Co z moim ojcem?!
- Eh........... - wzdechnęłam z przerażeniem.
- No widzisz!
Zauważyłam ślad na je twarzy i rękach.
- Kto ci to kurde zrobił?!!!! Pytam sie! Kto?! - wykrzynełam do niej.
- A co cie to?! teraz przyjaciółeczka tak! znalazła się! odpieprz się ode mnie raz na zawsze! - wrzeszczała i pobiegła w strone domu, w którym doszło do przerażającego wydarzenia.....
Byłam strasznie wkurzona,zawiodłam się na kolejnej osobie. Z płaczem pobiegłam w strone opuszczonych fortów. Nie chciałam wracać do domu. Do czego zresztą?! Do nachlanej, staczającej sie matki?!
Znalazłam się na nieznanych mi fortach. Szłam głebięj. Spostrzegłam ,, narkomanów''. Powiedziałam sobie ,, raz się żyje'' I poszłam w ich strone...................
Lili: W okresie dwóch miesiecy dużo rzeczy sie działo, koleny pobyt w szpitalu. Jest godzina 6 rano. Dzisiaj sobota. W końcu wolne. Jednak z Alison w ostatnim czasie dzieje sie coś bardzo złego. Nie odbiera telefonów, smsów, w szkole byla ostatnio jakoś 5 dni temu. Dlatego ogarne się i ide zobaczyć tzn.jade gdyż alis mieszka 9 km od mojego domu. Poszłam więc do łazienki. W domu cisza....Matka w końcu znalazła prace....marną....ale chociaż. Praca sprzątaczki nie daje radości.........Może w końcu zaczniemy żyć normalnie......Umalowałam troche lekki makijaz niż zawsze....cieńkie kreski i tusz zupełnie mi wystarczał. Myśle ze wcześniej swoim makijażem odzwierciedlałam moje życie. Teraz jestem na etapie zmieniania mojego życia. Tak więc wyszłam zeby pojechać do Als ( Alison-tak ja tez nazywam ). W autobusie zadzwonił do mnie telefon........Koleżanka mamy..........Nagle łzy napłyneły mi do oczu.....Ta wiadomość.......Mame wywalono z pracy, teraz siedzi nachlana w barze......Mam po nią przyjść. Myślałam ze to koniec ale jednak sie myliłam. Powiedziałam koleżance mamy ze nie mogę po nią przyjść gdyż jestem w drodze do Vinstry. Poprosiłam ją o przyprowadzenie mamy do domu. Po 5 minutach proszenia w końcu się zgodziła. Byłam bardzo rozczarowana mamą. Stoczyła się...........na sam próg. Gdy szłam do Alis nic takiego sie nie wydarzyło oprócz siedziących na opuszczonych fortach, nastoletnik narkomanów. Wrzeszczeli coś do mnie, nie zwracałam na to uwagi. W końcu doszłam do Alison. Zadzwoniłam dzwonkiem, otworzył dziwny chłopak. Zapytałam:
- Jest alison?
On na to:
- Jest zajęta. Nie ma czasu.
- A co takiego robi?! - zapytałam z oburzeniem
- Nie ważne nie musisz wiedzieć.
Wydawało mi się to bardzo podejrzane, zawsze miała dla mnie czas. Postanowiłam przedrzeć się przez chłopaka jednak ten był silniejszy:
- Mała, nie rzucaj sie! dobrze ci radze! - zagrodził
- Daj mi Als albo spadam tam sie wedre!!!! - wykrzyknęłam
- Ty sobie nie pozwalaj gówniaro, ile ty masz lat?!
- Wystarczająco dużo, więc teraz odsuń swój wielmożny, gruby tyłek i odsuń sie!
Zaczełam rzucać się w konću przedarłam sie przez przedpokój, biegałam. Gdy obróciłam się zobaczyłam gdy on za mną biegnie. Co sił w duszy biegłam, wrzeszcząc:
- Alison!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Alisooon!!!!!!!!
Jednak z pokoju na końcu domu usłyszałam dziwne wrzaski. Natychmiast tam pobiegłam. Co zastałam?
Zastałam Marcela dobierającego się do Als. Krzyknęłam z przerażeniem, wyszarpywając Marcela od Als :
- Zostaw ją!!!!!!! Co ty robisz! Dupek!! Jak mogłam z Tobą być!
- Suka, dziwka!!!!!! - krzyknął on.
- Odpieprz się od niej!!!
W tym momencie doszło do rękoczynów. Rzuciłam się na niego. Jednak ,,dziwny chłopak sprzed wejścia'' wziął mnie za koszulke podniósł do góry i zaczał szarpać. Krzyczałam,wrzeszczałam i nic...
Wzięłam do ręki chyba był to wazon nie patrzałam co to było i uderzyłam go szklanym czymś w głowe.
Ten upadł na ziemie. Wykorzystałam okazje wyszarpnełam Alison i zaczełam błyskawicznie biec do wyjśćia. Gdy przekroczyłam próg drzwi. Zdyszana biegłam dalej. Zatrzymałyśmy się. Alison nagle:
- Po co mnie z tamtąd brałaś? Sama bym sobie poradziła, nie trzeba było....
- Co ty mówisz?! Co ci jest ?! - zapytałam z poruszeniem.
- Nic.... co ma być mówie jak jest.
- Co się z Tobą dzieje?! Przez ostatnie dni nie chodzisz do szkoły, nie odbierasz komórki, smsów! Co z Tobą?! - zaczełam krzyczeć na nią ze złością....Tak sie zachowuje przyjaciółka?!......Bliska?!
- Ze mną? Ze mną nic po prostu dość mam życia przejmująć sie Twoimi problemami! Pomyślałaś o mnie?! Jesteś zadufaną w sobie osobą, egoistką! Licza sie tylko Twoje problemy! Czy chcociaż raz zapytałaś co u mnie?! Co z moim ojcem?!
- Eh........... - wzdechnęłam z przerażeniem.
- No widzisz!
Zauważyłam ślad na je twarzy i rękach.
- Kto ci to kurde zrobił?!!!! Pytam sie! Kto?! - wykrzynełam do niej.
- A co cie to?! teraz przyjaciółeczka tak! znalazła się! odpieprz się ode mnie raz na zawsze! - wrzeszczała i pobiegła w strone domu, w którym doszło do przerażającego wydarzenia.....
Byłam strasznie wkurzona,zawiodłam się na kolejnej osobie. Z płaczem pobiegłam w strone opuszczonych fortów. Nie chciałam wracać do domu. Do czego zresztą?! Do nachlanej, staczającej sie matki?!
Znalazłam się na nieznanych mi fortach. Szłam głebięj. Spostrzegłam ,, narkomanów''. Powiedziałam sobie ,, raz się żyje'' I poszłam w ich strone...................
czwartek, 9 maja 2013
I rozdział
Lili: Szłam ciemną,szarą ulicą. Godzina 23:26. Pada deszcz. Cała zmoknięta wracam do domu. Matka jak zwykle przesiaduje godzinami ze swoimi ,,przyjaciółkami'' do późnej nocy. Jak zwykle nie interesuję sie mną. Normalne.......ehhhh. Wracam od Marcela. Nie było go w domu. Jego rodzice denerwującym tonem powiedzieli:
- Nie ma go w domu! I ty chcesz jeszcze z nim rozmawiać?! Nie tak go wychowaliśmy. Nauczyliśmy go szacunku do kobiet a tu co?!
Ja nie wiedząc o co im chodzi powiedziałam:
- Dowidzenia.
No i poszłam w stronę domu, rozmyślając o co im chodziło. Gdy szłam koło ,,karczmy''- obrzydliwej restauracji. Nigdy z Marcelem nie chodziliśmy tam. Uważaliśmy ją za okropną. Gdy omijałam ją zauważyłam dwóch ludzi opierających sie o ściane ,,Karczmy''. Przyjrzałam się był to chłopak, zresztą nie widziałam jego twarzy ale rozpoznałam po czapce i butach traperach. Druga zaś osoba była to typowej budowy dziewczyna. Chuda, zgrabna. Była ciekawa kto to. Nie widziałam ich twarzy. Gdy podeszłam bliżej kogo tam ujrzałam?! Marcela.
Łzy napłyneły mi do oczu. Poczułam się strasznie. Moje uczucia były rozszargane jak wtedy kiedy......kiedy...ehh....kiedy ona zmarła. Osobe którą uważałam za najbliższą tak mnie zawiodła.....poraz kolejny. Tusz spływał mi po twarzy....jeszcze ten desz, zaczynająca sie burza, ciemność.......Totalnie nie moge tego opisać. Natychmiast pobiegłam do domu wyrzucając gdzieś w trawe bransoletke która mi podarował. Weszłam do domu. Przeszłam przez korytarz do salonu. A tam moja mama leżąca pijana. Wokół niej niewypalone papierosy i dwie butelki wódki. Pomyślałam ,, o boże! czemu los mnie tak skazał nienawidze swojego życia''.
Pobiegłam na strych. Stare drzwi skrzypiały. Nie byłam tam od śmierci mojej siostry. Zawsze chowałam się tu płacząc. Usiadłam w zaprzątniętym kąciku pokoju. Widok pokoju,aura, otoczenie było przeraźliwe. Strasznie się bałam, ale nadal tam siedziałam. Jednak posunęłam się do gorszych metod niż płacz. Wstałam poszłam do łazienki po żyletke. Wróciłam do ciemnego kąta strychu. Zaczełam ciąć swoją lewą ręke. Ból był tak okropny, niedozniesienia. Nie umiem życ, nie chce, nie moge. Po tym co się stało tymbardziej.
Prolog
Ona czyli skromna, cicha, wrażliwa, ukrywająca uczucia Lili. Ile lat? Lat 15. Na codzień ukrywająca się pod maską społeczeństwa. Czasami waha się co do wiary w siebie. Tak zwana ,,dziewczyna z przeszłością''. Teraz troche o jej rodzinie. Ojciec alkoholik, wyprowadził się gdy miała 4 lata. Matka, nie ma z nią dobrych kontaktów. Nie ma w niej żadnego wsparcia, pocieszenia. Rodzeństwo? Ukochana, zmarła siostra. Ona często przychodzi do niej na grób. Rozmawia ,, z nią ''. Siostra była jej siostrą wraz i przyjaciółką w jednym. Dziewczyna po nieznanych okolicznościach śmierci siostry bardzo sie załamała, wpadła w depresje. Jednak matka raz się nią zainteresowała i zapisała ją na terapię psychologiczną. Trochę jej pomogła. Po roku ustabilizowała się. Teraz żyje wśród swojej przyjaciółki Alison i chłopaka Marcela. Z Marcelem są już razem ponad 5 lat. Jednakże z Alison przyjaźni się od dziecka. Miały swoje kłótnie, nieraz któraś z nich zerwała przyjaźń jednak zawsze godziły się. Alison była dla niej jakby drugą, żyjącą siostrą. Bardzo ją kochała ( jako przyjaciółke oczywiście ). Marcel.....byli ze sobą ponad 5 lat jak wspomniałam wcześniej, bardzo się kochali. Wszędzie razem. ,,Together forever''. Jednak jej życie nie było takie piękne kiedy na początku ich związku on ją zdradził. Jednak kocha go tak ze postanowiła mu wybaczyć.
Alison - 15-letnia przyjaciółka Lili. Rodzice rozwiedzeni. Brak rodzeństwa. Przeprowadziła się do miasteczka Vinston. Pierwszą osobą jako poznała była Lili. W ten dzień wiedziała ze bedą się przyjaźnić na wieki.
Marcel - 16 lat. Mieszka z obojga rodzicami. Jednak stale go kontrolują. Nie dogaduję się z nimi najlepiej. Rodzeństwo ? Brat mieszkający w Californi. Nie utrzymuje z nim zadnego kontaktu. Wyrzekł się rodziny.
________________________________________________________________________________
xoxo :) Czekajcie na rozdział!
Alison - 15-letnia przyjaciółka Lili. Rodzice rozwiedzeni. Brak rodzeństwa. Przeprowadziła się do miasteczka Vinston. Pierwszą osobą jako poznała była Lili. W ten dzień wiedziała ze bedą się przyjaźnić na wieki.
Marcel - 16 lat. Mieszka z obojga rodzicami. Jednak stale go kontrolują. Nie dogaduję się z nimi najlepiej. Rodzeństwo ? Brat mieszkający w Californi. Nie utrzymuje z nim zadnego kontaktu. Wyrzekł się rodziny.
________________________________________________________________________________
xoxo :) Czekajcie na rozdział!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)